Zajęcia ze studentami Akademii Marynarki Wojennej

W dniu 26 marca 2013 roku w Muzeum Stutthof przebywali na całodziennych zajęciach studenci historii oraz członkowie Koła Naukowego Historyków przy Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Zajęcia i wizyta w Muzeum były pierwszym etapem projektu edukacyjnego realizowanego wspólnie przez obie instytucje w ramach obchodów 68. rocznicy wyzwolenia KL Stutthof.

Projekt obejmuje cykl zajęć i działań przybliżających studentom oraz marynarzom złożoną i wielowymiarową symbolikę miejsca pamięci. Zajęcia rozpoczęły się od zwiedzania studyjnego terenu byłego obozu oraz zapoznania uczestników z topografią i historią obozu Stutthof. Drugim etapem były prowadzone w sali konferencyjnej zajęcia seminaryjne poświęcone spuściźnie archiwalnej KL Stutthof oraz krytyce źródeł. Zajęciom towarzyszył pokaz oryginalnych dokumentów archiwalnych ze zbiorów Archiwum Muzeum Stutthof. Seminarium zakończyła dyskusja podsumowująca. Zajęcia prowadził Marcin Owsiński, kierownik Działu Oświatowego Muzeum Stutthof.

Kolejny etap realizacji projektu odbędzie się 16 kwietnia br. na AMW w Gdyni, gdzie pracownicy Muzeum Stutthof poprowadzą ćwiczenia na temat specyfiki pracy historyka dziejów najnowszych w muzeum oraz symbolice i oddziaływaniu miejsca pamięci. Następne zajęcia – pod koniec kwietnia – obejmować będą warsztaty na temat opracowywania i edukacyjnego wykorzystania nielegalnych wytworów twórczości artystycznej byłych więźniów.

Kulminacja programu planowana jest na dni 7 i 9 maja. Pierwszego dnia odbędzie się otwarcie wystawy okolicznościowej Muzeum Stutthof w Akademii Marynarki Wojennej, której towarzyszyć będzie wykład historyczny, zaś 9 maja studenci i kadeci AMW wezmą udział w uroczystościach rocznicowych w na terenie Muzeum Stutthof.

Koordynatorami projektu edukacyjnego są Dział Oświatowy Muzeum Stutthof oraz Koło Naukowe Studentów Historii przy AMW w Gdyni.

(mo)

Poniżej przedstawiamy głos uczestnika pierwszego dnia zajęć w Muzeum Stutthof.

Długo zastanawiałem się nad tym, jakich słów użyć aby wyrazić to, co czułem, chodząc po muzeum i doszedłem do wniosku, że cisza jest najodpowiedniejszą formą. Gdybym jednak nie wyraził swojej opinii, zachowałbym się jak Eugenio Pacelli, który nigdy oficjalnie nie potępił zbrodni hitlerowskich. Uważam zatem, że należy dawać świadectwo tego, co ważne. Nie można zapominać o tym, że w okresie młodości moich dziadków działy się okropne rzeczy, o których mój młody wiek ma tylko szczątkowe wyobrażenie. Nigdy bowiem nie zdołam uświadomić sobie w pełni, co czuł będący na skraju wyczerpania więzień. Nawiązując do ostatniego zdania twierdzę, iż używanie słowa „więzień” w stosunku do ludzi osadzonych w obozach jest niestosowne, dlatego w dalszej części mojej wypowiedzi pragnę nazywać ich bohaterami, ludźmi, dzięki którym mogę teraz siedzieć przed komputerem i pisać niniejszą relację. Niech moja relacja będzie chociażby namiastką oddanego człowieczeństwa, którego bohaterowie byli pozbawieni.

Teren byłego obozu, który miałem okazję zwiedzać, jest miejscem niepozornym, co zapewne stwierdzali bohaterowie, którzy przybyli tam w latach wojennych. Nie jest to obszar tak rozległy i zorganizowany jak Oświęcim, który również miałem okazję zwiedzać, ale w obu przypadkach towarzyszyły mi te same odczucia. Towarzyszył mi lęk i silne współczucie, które objawiały się pulsującą skronią i przygnębieniem. Od samego początku zwiedzania uświadomiłem sobie, iż jestem w miejscu, gdzie bruk oblany był krwią, a ja po tym bruku chodziłem w butach, w kurtce, rękawiczkach, czyli jednym słowem w tym, czego bohaterowie byli pozbawieni. Kolejnym odczuciem, które dosyć mocno we mnie wzbierało w miarę poznawania zakątków muzeum, był wstyd za człowieka. Wstyd za to, że można było doprowadzić do powstanie takiej machiny. Zastanawiałem się, gdzie podziały się wartości humanizmu, równości i wolności, o które zabiegali Wolter, Monteskiusz, John Locke, a później Wielka Rewolucja Francuska. Cały bowiem dorobek XVII, XVIII i XIX wieku został obalony w tym jednym miejscu.

Pierwszą informacją, którą zapamiętałem, było to, że już 2 września 1939 roku przybył pierwszy transport, a obóz został wyzwolony 9 maja 1945. Nietrudno dojść do wniosku, że obóz działał w tych samych ramach czasowych co wojna w Europie. Po słowie wstępnym pana, który nas oprowadzał, udaliśmy się do pierwszego pomieszczenia, które wypełnione było stertą butów w widocznej fazie rozkładu. Był to widok wstrząsający, potęgowany zimnem, które wypełniało pomieszczenie. Uświadomiłem sobie to, że ja, będąc ubranym, zmarzłem, a ponadto była wczesna wiosna, kiedy odwiedzałem obóz, lecz bohaterowie w skąpych odzieniach przeżywali tam ostre zimy! W dalszej kolejności odwiedzaliśmy pomieszczenia, w których ludzie spali, jedli, odwiedziliśmy „szpital” i „łazienkę”. Chodząc po tym ostatnim pomieszczeniu, wstrząsnęły mną słowa przewodnika, stwierdzające, iż przetrzymywane tam były ciała osób, które zmarły w nocy, następnie zaś transportowano je pod krematorium. I znowu odczułem brutalność i „zindustrializowanie” życia ludzkiego. Mechaniczne zabiegi składowania, przenoszenia, palenia ciał musiały być pozbawione wszelkich skrupułów. Z czasem stawało się to makabryczną codziennością. Przebywając w łaźni, wyobraziłem sobie stertę ciał leżących na zimnych kaflach i znowu poczułem chłód. Kolejnym przystankiem była komora gazowa i krematorium. Komora jest niewielkim pomieszczeniem, które przypomina jakąś szopę czy składowisko rzeczy. Jednak za tymi cegłami mieściło się masowe narzędzie zbrodni. Piece krematoryjne zaś nie wymagają komentowania, stwierdzę tylko tyle, że kiedy je zobaczyłem, przyglądałem się tylko i nie myślałem o niczym. W dalszej kolejności moją uwagę przykuła nadrdzewiała puszka po Cyklonie B. Widząc małe granulki, uświadomiłem sobie jeszcze dobitniej skalę tego morderczego przedsięwzięcia. Przecież w ten mechanizm zamieszana musiała być cała gospodarka, bo ktoś musiał skonstruować piece krematoryjne, inny musiał zaprojektować zabudowanie, ktoś inny dostarczał więźniów, czego świadectwem były wąskie tory, a zadaniem jeszcze kogoś innego była produkcja Cyklonu B. Z mojej skromnej wiedzy historycznej, chociaż nie wiem, czy tyczy się to także Cyklonu B, Hitler wspomagany był przez przemysł farmaceutyczny firmy Bayer (funkcjonującej do dzisiaj), z którą skojarzyła mi się wspomniana puszka i położone nań granulki.

Dowiedziałem się także o pewnej ciekawostce, o której, możliwe, że kiedyś słyszałem, ale nigdy nie miałem pełnej wiedzy, dotyczącej docelowego miejsca, do którego mięli trafić ewakuowani więźniowie. Miejscowością, do której mieli się udać bohaterowie, był Lębork, moja rodzinna miejscowość. Do Lęborka nigdy nie doszli, ale informacja ta wzbogaciło moją wiedzę. Miejscem, do którego doszli, jest znajdująca się niedaleko Lęborka mała wieś – Krępa Kaszubska, gdzie w niewielkim lasku znajduje się miejsce upamiętniające ten marsz.

Na terenie byłego obozu w Sztutowie zobaczyłem wiele. Wyobraźnią widziałem cierpienie i niesprawiedliwość. Jako osesek historyczny nie czuje jednak nienawiści do Niemców. Będąc tam, starałem się zrozumieć nie tylko bohaterów, ale także oprawców, i z perspektywy czasu nie wiem, kto bardziej cierpiał. Nie chcę zostać tutaj źle zrozumiany, bo w Polsce istnieją takie stereotypy, że jeśli ktoś mówi dobrze o Niemcach z tamtego okresu, to zaraz jest podejrzewany o sympatyzowanie z faszyzmem. Potępiam ich poczynania, jednak staram się zrozumieć również to, że byli oni pojeni ideologią. Człowiek, który od swoich narodzin słyszał hasła prawiące o naturalnej nienawiści do innych narodowości, musiał siłą rzeczy nienawidzić. Nienawiść do tych narodów była dla niego naturalna, bo o tym mówili rodzice (pierwszy największy autorytet), o tym prawiły instytucje państwowe i propaganda, o tym prawił największy ubóstwiany autorytet – Hitler. Człowiek, który na pierwszej stronie swojej tabula rasy widzi antysemityzm i nienawiść jako coś normalnego, tymi wartościami wypełnia całą locke'owską tablicę. Nie każdy jest na tyle świadomy, żeby złamać te zasady, które towarzyszyły mu od narodzin, dlatego machina hitlerowska doprowadziła do takiego zniszczenia. Każdemu z nas towarzyszy coś od urodzenia, coś, z czym nie chcemy zrywać, bo jest to dla nas normalne i tak dla Niemców tamtych czasów wrogość do innych narodów była normalna. Przeraża jednie to, że swoje teoretyczne założenia z taką łatwością zamienili na praktykę. Przeraża także to, że ludzkim życiem administrowano tak, jak dzisiaj administruje się nieruchomościami. Wiele jest pytań, które pozostawione, zostaną bez odpowiedzi.

Pragnę podziękować bohaterom, którzy tam byli.

Michał Frankiewicz
student historii

Galeria zdjęć